Warsaw Restaurant Week X Na Lato

Jak tylko usłyszałam o Warsaw Restaurant Week to pomyślałam, że nie może mnie takie wydarzenie ominąć. Tyle fajnych restauracji, tyle fajnych menu! Na początku chciałam być w każdej. Czytając menu i oglądając zdjęcia ciekła mi ślinka, a poziom “podnietki” z minuty na minutę stawał się coraz większy. Dobrze, że jest Wojtas i hamuje moje widzimisię! Na początku wybraliśmy cztery restauracje, finalnie stanęło na trzech: Na Lato, Bydło i Powidło oraz Jackpot 777.

Znacie Na Lato? Osobiście bywałam tam już kilka razy, każdy z pobytów zaliczam do udanych, chociaż muszę przyznać, że nigdy nie udało mi się trafić na sernik, który wygląda na zdjęciach O-B-Ł-Ę-D-N-I-E (był zjadany zanim się pojawiałam!). Tak, jestem nie tylko wielką fanką pizzy, ale też sernika!

Podczas WRW w Na Lato mieliśmy do wyboru dwa menu – ciężko będzie Wam odgadnąć, które wybraliśmy:

MENU 1:

Przystawka
Bruschetta z wątróbką, koniakiem, chili i chipsem ze spianaty

Danie główne
Okoń morski, fasola borlotti, sos salmoriglio

Deser
Sernik waniliowy z mango

MENU 2:

Przystawka
Bruschetta z pieczonym bakłażanem, bawolą mozarellą i pesto

Danie główne
Ravioli z kozim serem, pomidorami wiśniowymi i bazylią

Deser
Tiramisu z orzechami laskowymi i frangelico

 

Po pojawieniu się w restauracji zostaliśmy zapytani o wybór menu – szczerze mówiąc, robiąc rezerwację prawie miesiąc przed wizytą zdążyłam zapomnieć o numerze, ale wiedziałam jedno – TAM GDZIE JEST MIĘSO, przecież to wiadome! Usiedliśmy do stolika, zamówiliśmy napoje – piwo i lemoniadę, a poźniej (jak to czasami bywa) ulubionego Jagermeistera z Redbullem❤️

Nasza przystawka wyglądała tak:

Nie jestem fanem wątróbki, wręcz jej nie jadam, bo zwyczajnie jej nie lubię od małego. Wątróbka sama w sobie była taka o (mogę być nieobiektywna), ale za to sos – pycha! Ciężko mi odtworzyć w głowie ten smak, tak samo jak ciężko było jeść ją ręką.

Danie główne prezentowało się w następujący sposób:

Okoń był w punkt – nic dodać, nic ująć. Chrupiąca skórka i przyjemnie wilgotne, delikatne mięso okonia nas oczarowało! Kompletnie nie rozumiem połączenia z fasolą – była dość twarda i jej jedzenie nie sprawiało mi przyjemności. Na talerzu pojawił się też młody ziemniaczek (ziemniaczek, bo był mały) przekrojony na pół. Okoń w tym daniu zrobił taką robotę, że dodatki i tak stały się mało ważne.

Coś na co czekałam z niecierpliwością, czyli deser, trochę mnie rozśmieszył porcją. Być może to moje oczekiwania były zbyt wysokie, jednak uważam, że to co przyniesiono nam do stolika było dość smutne. Oto deser:

Tak jak już wspomniałam – nigdy nie udało mi się trafić na sernik w Na Lato. Naoglądałam się tyle zdjęć, że ślinka mi ciekła na samą myśl o nim, jednak po dostarczeniu ostatniego talerza do stolika poczułam rozczarowanie. Wiem, wiem – to menu festiwalowe, ale porcja sernika była strasznie mała (coś około 3×4-5 cm), co zresztą widać na załączonym zdjęciu. Sernik waniliowy z mango był dobry, nie było to nic w stylu WOW, po prostu był dobry – jadłam w życiu smaczniejsze. To co go wyróżniał to na pewno mało słodka masa i cudowny, chrupiący spód! Kęs sernika z lemon curd to była BOMBA! Sorbet był aksamitny, smaczny. Ale mało, no maaaaało!

Kto mnie zna ten wie, że nic mnie tak nie cieszy jak dobre jedzenie, ale też wie, że ciężko mnie zadowolić jedzeniem. Na Lato nie przekonało mnie tym razem, choć w dalszym ciągu kojarzyć mi się będzie z pyszną pizzą – i niech tak zostanie.

Byliście w Na Lato? A może dopiero planujecie się wybrać? Dajcie znać w komentarzach!✏️

📍 NA LATO, Rozbrat 44A, Warszawa
NA LATO na facebook’u

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *