Warsaw Restaurant Week X Bydło i Powidło

Bydło i Powidło to nasz kolejny przystanek na tegorocznym Warsaw Restaurant Week. Pewnie pamiętacie, że odwiedziliśmy już Na Lato i będziemy jeszcze w Jackpot 777. Pierwsza wizyta z WRW nas rozczarowała – spodziewaliśmy się czegoś zupełnie innego. Jak było w Bydle i Powidle? 

Zanim napiszę jak było, to muszę wspomnieć o tym, że bardzo nie chciało jechać. Powody były dwa: pierwszym był deszcz, a drugim – paczka ambasadora z kratą Jasnego Okocimskiego! Na szczęście pojechaliśmy – Wojtas oczywiście miał więcej szczęścia, bo zaczął testować przesyłkę, a ja biedna musiałam być kierowcą. Ech! Pojawiliśmy się na Kolejowej. Bydło i Powidło znajduje się tuż przy 19. Dzielnicy (to takie osiedle dla „wybranych” – oczywiście żartuję, ale żeby tam mieszkać trzeba mieć trochę hajsu więcej niż przeciętny Kowalski) i jest przeszkloną bryłą ze stolikami i kuchnią w środku. 10/10 – wygląd. Dostaliśmy stolik w samym rogu, niefortunnie stał przy naszym stoliku filar, który ostatecznie wpłynął na jakość zdjęć (a dokładniej na światło). Rozsiadliśmy się, zamówiliśmy piwo i lemoniadę (klasyka), przy czym muszę napisać, że lemoniada była pyszna – nie brakowało jej niczego, idealnie słodka, kwaśna i orzeźwiająca. W Bydle i Powidle nie było możliwości wyboru menu, resztą nawet gdyby było – i tak właśnie byśmy wybrali to, Z MIĘSEM! Ha!

Menu:
Przystawka
CARPACCIO Z BURAKA
(podane z długodojrzewającym serem kozim, klarowanym octem balsamicznym i młodym szczypiorkiem)

Danie główne
CHILLI BURGER
(120g mięsa, 30g chilli con carne, ser mimolette, nasz domowy coleslaw, kolendra, musztarda, majonez, bułka brioche)

Deser
SERNIK DOMOWY
(podany z powidłem śliwkowym i orzechami włoskimi)

 Jako pierwsza, wiadomo, wjechała przystawka:

Byłam dość sceptycznie nastawiona do buraka, ale powiem Wam tak: NIEBO W GĘBIE! Nie przesadzam, tak się zachwycałam nad połączeniem buraka, sera koziego, octu balsamicznego (którego nie cierpię!) i szczypiorku, że musiałam trochę od Wojcieszka podjeść. Jedyne czego dodałabym więcej to szczypiorek – fajnie podkręcał smak. Wiedziałam, że trafiliśmy w dobre miejsce!

Na danie główne chwilę czekaliśmy, domówiliśmy do niego frytki domowe i sosy: American Whiskey oraz Bernaise. Danie prezentowało się tak (niestety nie udało mi się zrobić zdjęcia po złożeniu, taka byłam głodna!):

Nie przepadam za chili con carne, więc bardzo się cieszyłam kiedy po złożeniu burgera wypadło na talerz (Wojtek też się ucieszył, bo mógł je zjeść!). Pierwszy kęs i wiedziałam, że po wyjściu będzie trzeba mnie toczyć jak beczkę. Idealne mięso i każdy dodatek, który znalazł się w środku. Ciężko się patrzyło na jedzących burgera widelcem i nożem, no ale cóż… Ja byłam cała brudna i szczęśliwa! Fryty – petarda, miękkie w środku i chrupiące na zewnątrz. Sos American Whiskey to kompletnie nie mój smak (chociaż Wojtas był zachwycony!), a Bernaise – ciężko nazwać go sosem, bo konsystencją przypominał masło (smakiem przypominał nierafinowany olej kokosowy z dodatkami). Najlepsze fryty byłyby z majonezem domowym, ale niestety tego w menu nie było.

Powiem Wam tak – w tym momencie byłam już najedzona 10/10, ale to co się pojawiło na deser zostało zjedzone z łakomstwa:

Sernik wygląda niczym skąpany w promieniach słońca – nic bardziej mylnego. Za oknem padał deszcz i było już ciemno! Ale dobra… przecież to nie jest ważne. Sernik smakował jak chmurka, aksamitny, delikatny, nie za słodki. W punkt. Do tego powidła śliwkowe i orzechy włoskie (za tymi drugimi nie przepadam) stanowiły takie fajnie combo, że nie mogłam się oprzeć! Co prawda nie udało mi się wcisnąć całości, ale… wychodząc byłam 11/10 – najedzona i zadowolona!

 Bydło i Powidło mile mnie zaskoczyło, z pewnością będziemy tam często wpadać. Miła obługa, smaczne jedzenie i uśmiechnięci kucharze – czego chcieć więcej?

📍 BYDŁO I POWIDŁO Meat-ing Place
>facebook<

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *